„GNIOTEK – NITOTEK” SKROMNA WIZJA ROZWOJU
W poprzednim numerze szanowni czytelnicy mogli przeczytać rozmowę z Marcinem Jaroszem o tym, jak to z pewną maskotką było o kulisach jej postania (pozdrawiamy małą kibickę, od której to się zaczęło). Propozycji samej maskotki było kilka. Moim skromnym zdaniem, taka maskotka to niewykorzystane pole marketingowe.
Można przecież zrobić album z wyklejankami dla najmłodszych obejmującym postacie wszystkich osób w klubie. Można także stworzyć karty do autografów. Który z piłkarzy by odmówił podpisu na takiej kartce z własną podobizną? Ba, można nawet byłoby stworzyć bilety wejściowe na mecz, gdzie podobne postacie „gniotka” byłyby obok podstawowych danych na mecz (lub z tyłu biletu, by móc tam zanotować wynik spotkania i zdobywców bramek).
Powróćmy jednak do samych postaci. Dla mnie największą furorę zrobiłyby dwie – trenera Mariusza Pawlaka oraz prezesa Gregoire Nitota. W pierwszym przypadku pokusiłbym się nawet o wersję „eksportową”, gdyż wielką estymą nasz trener cieszy się w Gdańsku. Druga propozycja nie wymaga chyba wyjaśnienia – sam bym sobie taką kupił (z różnych względów).
Domyślam się, że dedykowane koszty zrobienia takiej postaci mogą być kilka razy większe niż kupienie będącej na magazynie postaci (oby nie była w barwach biało-czarnych). Jednak można zastosować prosty myk marketingowy, przy zakupie drugiej 50 procent upustu. Zapyta ktoś, a po co komu druga taka sama. Odpowiem. Choćby dlatego, by na jednym ze spotkań rundy wiosennej móc, wrzucić ją na boisko, a wrzucone maskotki przekazać maluchom z domu dziecka. I tutaj na koniec osobista dygresja. W takim przypadku sam bym kupił dwie maskotki. Nieważnejakie. Liczy się cel. Choć ta z prezesem byłaby najfajniejsza, gdyby powstała. A hasło owej akcji dla dzieci nasuwa się samo „Wrzuć prezesowi”. A czy wy byście w takim przypadku „nawrzucali”?
Robert Trzaska






