Na łamach „Magazynu 1911” co jakiś czas prezentowane są muzea poszczególnych klubów piłkarskich jako inspiracja dla przyszłego „Muzeum Polonii Warszawa”. Były już te mniejsze, jak Widzewa Łódź, były te ze światowej pierwszej ligi („Real” Madryt i „Barcelona”). Czas na kolejne – tym razem „Lechii” Gdańsk.
Dojazd do Muzeum, znajdującego się na Polsat Arenie, jest trochę uciążliwy, dlatego lepiej skorzystać z jednej z korporacji taksówkowych, gdyż sam dojazd z centrum Gdańska komunikacją plus dłuższy spacer zajmie trochę czasu. Tym bardziej, że muzeum jest czynne w nietypowej porze. Otóż by zobaczyć jego zbiory, trzeba je odwiedzić w dzień powszedni w godz. 10-16 lub być na dwie godziny przed meczem „Lechii” w okolicach stadionu. Jest to lekkie utrudnienie, ale warto się postarać.
Samą placówkę rozpoznacie od razu. Wejście ozdabia zegar boiskowy pamiętający m.in. sławny mecz z 1983 roku pomiędzy „Lechią” a „Juventusem” z I rundy Pucharu Zdobywców Pucharów. Obok są dwa banery Muzeum, a na jednym z nich zdjęcie naszego „Cygana” (nie jest to jedyny element „polonijny”). Mnie udało się zwiedzić muzeum w poniedziałek i powiem szczerze – było warto. Po pierwsze oprowadzał nas sam kustosz Pan Zbigniew Zalewski.
Po drugie liczba pamiątek. Widać pasję u kustosza tej placówki. A do muzeum wchodzi przez tunel, jakim na boisko udawali się piłkarze jeszcze przy ul. Traugutta (choć i jest makieta obecnego „bursztynka”). Co ciekawe w placówce można zobaczyć także makietę owego stadionu ze wspomnianego powyżej okresu meczów z „Juve” (oj zamarzyła się autorowi makieta stadionu „starej” Polonii, gdy na mecz z „Warszawianką” o awans do II ligi przyszło 10 tysięcy osób).
Znając moje zacięcie „kresowe”, nie zawiodłem się i w tej kwestii. W Gdańsku pamiętają o swoich korzeniach. Tutaj szczególne wrażenie zrobiła na mnie „lwowska” gablota z pamiątkami po „Lechii” Lwów, w tym zdjęcie bramy, gdzie mieściła się siedziba najstarszego polskiego klubu założonego w 1903 roku, jeszcze przed „Czarnymi” Lwów i „Pogonią” Lwów. I tutaj mała dygresja, ta brama istniej do dzisiaj przy ul. Kopernika 16 „we Lwowi”, jak to dawniej mówiono w mieście nad Pełtwią (ulica też nie zmieniła nazwy, co jest wyjątkiem w tym grodzie).
Tutaj mała dygresja. Nie omieszkałem podczas oprowadzania wspomnieć panu kustoszowi, że w okresie międzywojennym w dalekim Dyneburgu też był polski klub o nazwie „Lechja”. Ale powróćmy do ekspozycji. Po przejściu przez tunel zwiedzających witają gadżety kibicowskie nie tylko z Gdańska, czy innych miast Europy, ale i z dalekiej Australii, gdzie jest fan-club „Lechii”. Potem przechodzimy do innych sekcji (w tym tej najsilniejszej rugby, zwłaszcza w wykonaniu kobiet). I tutaj kolejna ciekawostka. Otóż „Lechia” to nie tylko piłka nożna czy rugby. Klub kiedyś miał nawet sekcję… narciarską.
Jednak najwięcej pamiątek jest tych dotyczących piłki nożnej. Począwszy od pierwszego awansu w 1948 roku do 1 ligi wraz z Szombierkami Bytom. Afisz z zapowiedzią tej rywalizacji został zakupiony w antykwariacie w… Warszawie.
Jak już wspominamy o grodzie nad Wisłą, to kibice z naszego klubu też się nie zawiodą. Obok licznych pamiątek po byłych i obecnych piłkarzach „Lechii” można znaleźć też kilka „poloników”. Po pierwsze te dotyczące Piotra Stokowca, kiedy to były piłkarz „Czarnych Koszul” w latach 2018-2021, odnosił tam największe sukcesy w historii klubu (Puchar Polski, Superpuchar). I niech nikogo nie zdziwi tabliczka „Piotr I”, obok sławetnej marynarki w kratkę trenera. I nie tylko tej sławnej marynarki, ale to już na miejscu musicie zobaczyć…
Jest też duże zdjęcie naszego obecnego trenera Mariusza Pawlaka na drzwiach muzeum. Ciekawe tylko dlaczego z napisem „wyjście awaryjne”? Przypadek?
Szczególną estymą w muzeum darzy się dwie pamiątki, te dotyczące zdobycia Pucharu Polski w 1983 roku i w 2019 roku. No i oczywiście sławny mecz z „Juventusem” w 1983 roku z Platinim i Bońkiem w składzie. Oj, jest trochę pamiątek po tym spotkaniu.
Na koniec małe podsumowanie. Według mnie to właśnie tak powinno wyglądać przyszłe „Muzeum Polonii Warszawa”. Najpierw pamiątki ze starej K6, potem, gadżety kibicowskie (np. w postaci szalików klubowych), następnie inne sekcje klubu, potem sławy piłkarskie „Czarnych Koszul” i na koniec „creme de la crème” – owe dwa mistrzostwa Polonii. Oczywiście można byłoby wspomnieć o rywalizacji polonistów w pucharach, w tym np. o jedynej przegranej FC Porto (2:0) pod wodzą José Mourinho, kiedy ten portugalski klub zdobył mistrzostwo Portugalii, Puchar Portugalii oraz Puchar UEFA.
Na zakończenie chciałbym podziękować p. kustoszowi za oprowadzenie. I nie pozostaje mi nic innego, jak zameldować się ma spotkaniu Ekstraklasy w Gdańsku, przedtem koniecznie odwiedzając ponownie muzeum klubowe.
PS: Chcąc odwiedzić muzeum, warto wcześniej zadzwonić pod numer +58 768-84-45, bo Zbigniew sam prowadzi placówkę i może być na terenie stadionu.
Tekst i zdjęcia Robert Trzaska













