9 lutego 2023 r. 77 lat skończył były zawodnik i trener Czarnych Koszul, Andrzej Nowak!
Urodzony w Pruszkowie w 1946 r., wychowywał się na dzielnicy Żbików oraz u sióstr mamy zamieszkałych w okolicach Żyrardowa.
W młodości pasją młodego Andrzeja był hokej na lodzie. Jego idolem był kanadyjski hokeista Bill Wawrick, od którego zrodził się późniejszy pseudonim.
Jak wspominał po latach, latem 1959 roku rozpoczęły się treningi ogólnorozwojowe i sporty uzupełniające, w tym tenis na kortach „Znicza”, przy Domu Kultury ZZK. Tam ćwiczyli również trochę starsi od nas koszykarze, którzy pod wodzą trenera dokonywali różnych sztuczek z piłkami, a te zaczarowane raz po raz znajdowały właściwą drogę do kosza. Oni rozbudzili mój zachwyt. Już w siódmej klasie szkoły podstawowej Andrzej Nowak wyróżniał się wzrostem – mierzył wówczas 183 cm. Do uprawiania koszykówki usilnie go namawiał Andrzej Gmoch (brat Jacka, m.in. selekcjonera piłkarskiej reprezentacji). W latach 1959-63 trenował koszykówkę w pruszkowskich klubach Zniczu i Ogniwie.
W ślad za swoim koszykarskim mentorem, Andrzej Nowak w 1963 r. trafił do Polonii Warszawa. Choć nie brakowało w niej mistrzów Polski sprzed 4 lat (jak Jerzy Piskun, Bogdan Karbownicki, Marcin Herbst, Witold Jędrzejewski), Czarne Koszule wciąż lizały rany po stracie Janusza Wichowskiego i Witolda Zagórskiego, którzy rok po triumfie w Polsce przeszli do Legii. Bilu przebojem wywalczył sobie miejsce w drużynie. Początkowo byłem rezerwowym środkowym, zastępującym Jacka Samborskiego. Nie mogłem pogodzić się z tym faktem. Często buntowałem się przeciwko decyzjom szkoleniowca. Równocześnie trenowałem z coraz większym zapałem, ze szczególnym uwzględnieniem uprzykrzania do maksimum życia swojemu bezpośredniemu przeciwnikowi. Po okresie półrocznego terminowania grałem już jednak w podstawowym składzie – tak po latach Andrzej Nowak wspominał swoje początki w drużynie z Konwiktorskiej. W dużej mierze za jego sprawą (a także pozyskanego z AZS-u Toruń Ryszarda Likierskiego), Polonia z drużyny walczącej o utrzymanie stała się ligowym średniakiem, pukającym do czołówki.
Andrzej Nowak już w swoim drugim sezonie na Konwiktorskiej został najlepszym strzelcem Polonii, przejmując pałeczkę po legendarnym Jerzym Piskunie, który chwilę wcześniej, w 1963 r. z kadrą Polski wywalczył srebro na mistrzostwach Europy. Bilu przez lata był najlepszym strzelcem Czarnych Koszul, symbolizował nieuchronną zmianę pokoleniową. Był jednocześnie jednym z najlepszych czołowych strzelców, sezon 1968/69 skończył z trzecim największym dorobkiem punktowym w lidze. Wcześniej był o włos do wyjazdu do USA. W 1964 r. otrzymał zaproszenie od trenera Jima McGregora prowadzącego akademicką drużynę New Mexico State Aggies. Perspektywa braku kontaktu z najbliższymi w Polsce nie pozwoliła mi podjąć tej fantastycznej oferty. Mając osiemnaście lat, byłem zbyt młody na tak odważną decyzję. Dzisiaj na pewno moja odpowiedź byłaby pozytywna. Mógłbym uczyć się koszykówki w jej ojczyźnie, w zupełnie innym świecie – tak opisywał po latach.
Grał również w reprezentacji Polski, z którą rozstał się w dość burzliwych okolicznościach. Jak po latach wspominał: Uczestniczyłem w całym cyklu przygotowań reprezentacji Polski do Igrzysk Olimpijskich w Meksyku w roku 1968. Jednak na ostatnim zgrupowaniu w Zakopanem dowiedziałem się z ust najbardziej utytułowanego polskiego trenera Witolda Zagórskiego, że „nie rozumiem koszykówki”, dlatego nie jadę na ten turniej. Wszystkiego mogłem się spodziewać, ale nie takiego stwierdzenia. Przy nominacjach olimpijskich po prostu zostałem oszukany. Pozostały tylko ubrania i sprzęt sportowy przygotowany na mój wyjazd, które mogłem wykupić za 30 procent ich wartości. I na tym skończyła się moja przygoda z reprezentacją Polski, w której rozegrałem 36 spotkań. Po tym stwierdzeniu trenera już nigdy nie chciałem grać z orzełkiem na piersiach, mimo wielokrotnych propozycji do podjęcia kolejnego wyzwania.
Brak występów w kadrze Bilu rekompensował udanymi występami w klubie. Wraz z Ryszardem Likierskim (do 1972 r.) i Jerzym Piskunem (do 1971 r.) symbolizował ciągłość między Polonią, w której grali mistrzowie Polski z 1959 r., a nową generacją utalentowanych zawodników: jak Krzysztof Gula, Wojciech Jasiński, Jan Kwasiborski, Zygmunt Prokop, Zdzisław Raczek, Wiesław Wypych.
W sezonie 1971/72 mocno już odmłodzona Polonia, trenowana przez Andrzeja Gmocha (w latach 1967-73 I trenera Czarnych Koszul), zdobyła brązowy medal mistrzostw Polski – pierwszy po 12 latach przerwy. Nastały wówczas dobre czasy dla koszykarzy Polonii Warszawa. Po zakończeniu kariery przez Ryszarda Likierskiego w 1972 r., Bilu został kapitanem drużyny. Pozostawał czołowym strzelcem zespołu (obok drepczących po piętach Krzysztofa Guli i Jana Kwasiborskiego), będąc liderem w szatni. W sezonie 1975/76 Andrzej Nowak kapitanował drużynie, która zdobyła wicemistrzostwo Polski.
W karierze zawodniczej Bilu wielokrotnie mierzył się z kontuzjami, przede wszystkim stawu skokowego. Po sezonie mistrzowskim zmagał się z urazem kręgosłupa. Jak opowiadał: Po wyleczeniu kontuzji kręgosłupa w roku 1977 zakończyłem grę w zespole „Czarnych Koszul”, również na wyraźną prośbę ówczesnego trenera zespołu Witolda Zawadzkiego. Rozpocząłem pracę trenera w Polskim Związku Koszykówki, a następnie w Polonii Warszawa, początkowo zajmowałem się zespołem żeńskim, później – męskim. Po jakimś czasie wznowił ją na krótko, by pomóc pruszkowskiemu Zniczowi w awansie do II ligi.
Andrzej Nowak latach 1979-83 prowadził kobiecą drużynę Polonii, a w latach 1983-90 pierwszy zespół męski. Z zespołem koszykarzy dwukrotnie (w 1984 i 1986 r.) awansował do ekstraklasy. Późniejsze lata nie były tak udane dla zespołu m.in. z powodu powołania do wojska (a co za tym idzie – gry w Legii Warszawa) dwóch czołowych zawodników Polonii – Wojciecha Królika i Piotra Wiktorowskiego w latach 1988-90.
Po zakończeniu pracy z pierwszym zespołem m.in. asystował Arkadiuszowi Koneckiemu na mistrzostwach Europy w 1991 r., w których reprezentacja Polski zajęła 7. miejsce. Po latach Andrzej Nowak wspominał spotkanie z papieżem Janem Pawłem II zorganizowane z tej okazji: Wobec natłoku obowiązków Jana Pawła II, nie można było ustalić terminu, na który oczekiwali wszyscy członkowie ekipy polskiej. Pełniący obowiązki kierownika reprezentacji koszykarz Polonii Warszawa redaktor Marek Rudziński [dziś komentator skoków narciarskich w Eurosporcie – red.] dokonywał przeróżnych sztuczek i forteli, aby wizyta doszła do skutku. Wreszcie otrzymaliśmy informację, że Ojciec Święty spotka się z nami na bardzo krótkiej audiencji prywatnej. Było to przemiłe i wzruszające spotkanie ze świętym człowiekiem. Ciepło i atmosfera, jaką stwarzała wśród nas obecność osoby Jana Pawła II, pozostanie w moim sercu do końca życia – tak spotkanie z papieżem wspominał Bilu, dodając też, że Karol Wojtyła, jeszcze jako prymas Krakowa, zapamiętał zawodnika Andrzeja Nowaka z parkietów koszykarskich.
Następnie pracował przede wszystkim z polonijną młodzieżą. W 1994 r. poprowadził kadetów Czarnych Koszul do wicemistrzostwa Polski, co pozwoliło mu uzyskać tytuł „Najpopularniejszego trenera Warszawy” w plebiscycie „Życia Warszawy”. W 1997 r. współtworzył przy praskiej Szkole Podstawowej nr 49 (później przekształconej w Gimnazjum nr 30) klub Pułaski Warszawa, który w 2004 r. zdobył mistrzostwo Polski kadetów.
Do koszykówki seniorskiej powrócił w sezonie 1999/2000. Doprowadził Hoop Pekaes Pruszków do trzeciego miejsca w mistrzostwach Polski (jak się później okazało, był to ostatni medal mistrzostw Polski w historii pruszkowskiej koszykówki). Wcześniej, w półfinałach zespół prowadzony przez Andrzeja Nowaka, w budzących emocje okolicznościach przegrał z Nobilesem Anwil Włocławek. W swym ostatnim sezonie jako I trener Bilu prowadził jeszcze zespół Wschodu podczas Meczu Gwiazd (w składzie z m.in. Michałem Hlebowickim, Radosławem Hyżym, Tomaszem Jankowskim, Andrzejem Plutą, Tyrice Walkerem) i doprowadził drużynę z Pruszkowa do finału Pucharu Polski (przegrana z Treflem Sopot).
Kolejne lata spędził w Gimnazjum nr 30. Do niedawna trenował młodzież w klubie LA Basket Warszawa, obok m.in. swojego dawnego podopiecznego z K6, Krzysztofa Lubaszki.
Panu Andrzejowi życzymy wszystkiego najlepszego!
Kamil Czarzasty
fot. zbiory Mieczysława Świderskiego i kks.poloniawarszawa.com
Cytowane wspomnienia Andrzeja Nowaka pochodzą z książki Jerzego Kwasiborskiego „80 lat pruszkowskiej koszykówki” oraz księgi wspomnieniowej „Zdarzyło się 50 lat temu” pod redakcją Andrzeja i Krzysztofa Matejów.











